to strona traktująca o naszych zmaganiach z rowerami!
Aktualność z miasta + podzielę sie moją twórczością we wspólnej tematyce:
artykuł w pewnej gazecie
Oda do roweru (mojego)
Patrzę na Ciebie z lekką zadumą
Myśl mi ucieka w czasy młodzieńca
Kiedy nabyłem cię drogą kupna
Na jakimś targu blisko od wejścia
Twoje opony z czasem spękały
Stomil ich pewnie już nie pamięta
Mil chyba zresztą tysiąc zjechały
Prostując drogę co była kręta
Zdrapana rama szkielet zwycięstwa
Nad czasem durnym nieubłaganym
Nie ważne rysy - to dowod męstwa
Wszyscy je w końcu w tym zycium mamy
Kiedy ze wschodem mnie wieziesz co dzień
Swoim spokojem gasisz me lęki
Patrzę na twarze gniewnie skrzywione
Nabitych w tłocznych ulic butelki
Nie masz kaprysów ni bólów ramy
Mimo nacisków korba nie stęka
Trochę przekory obydwaj mamy
do dziś nogawkę mi w łańcuch wkręcasz
Powodów nie mam by Cię zatrważać
skarcić gdy kapcia złapiesz na drogach
Primo nieczęsto ci się to zdarza
Primo po drugie moja w tym… noga
Gdy do serwisu trafisz nareszcie
Zgięty kolejnym mym kilogramem
Pan Marian ujmie cię z zręczne ręce
Ty kierownicą wskażesz mu ranę
On Cię rozbierze w swoim zakładzie
Wnętrze oponki zgrabnie wymieni
I zmilczy kiedy w płochym nieładzie
Twa rama bordo się…zaczerwieni
W końcu ze słonkiem i śpiewem kosa
wąskim chodnikiem między troskami
POmkniemy w życie z wiatrem we włosach
Jak przyjaciele wśród tłumu sami
to kiedy jadziem gdzieś? sobota wolna u mnie… nowa opona kenda aż się wyrywa na szlak…
pozdrowienia,
przemas